4 pseudobadania, których wykonanie polecą Ci pseudospecjaliści

Tym wpisem zapewne narażę się wyznawcom altmedu i zwolennikom medycyny niekonwencjonalnej. Jednakże, wśród chaosu informacyjnego jaki zewsząd zalewa nas każdego dnia, potrzebne jest przekazywanie rzetelnych danych, podpartych dowodami. Dlatego dziś na tapet weźmiemy pseudobadania,  które do wykonania polecą Ci pseudospecjaliści. Są one niczym innym jak wykorzystaniem Twojego złego samopoczucia, chęci, by poczuć się lepiej i poszukiwania odpowiedzi na doskwierające Ci dolegliwości. Ponadto, zazwyczaj kosztują nie setki a tysiące złotych a w rzeczywistości ich wynik…nie mówi niczego.

Pseudobadania #1 – testy na nietolerancje pokarmowe w klasie IgG

Nietolerancje pokarmowe to jedna z najczęstszych przyczyn zgłaszania się pacjentów do gabinetów alergologicznych. Jednak tylko część niepożądanych reakcji okazuje się rzeczywistą alergią. Na tym etapie warto rozróżnić te dwa stany. Alergia pokarmowa jest to reakcja układu immunologicznego, wywołana spożyciem jakiegoś pokarmu. Zazwyczaj są one IgE-zależne, chociaż też są takie, które mediowane są na innej drodze. Jeśl chodzi o nietolerancje pokarmowe, w wielu przypadkach ich patomechanizm nie został jeszcze wyjaśniony. Alergie jesteśmy w stanie stwierdzić na podstawie badań diagnostycznych jak: oznaczenie alergenowo swoistych przeciwciał IgE [zwróć uwagę na klasę immunoglobulin], płatkowe testy kontaktowe czy próby prowokacyjne. W przypadku nietolerancji pokarmowych, w większości przypadków nie mamy tego komfortu diagnostycznego. Wyjątek stanowią: nietolerancja laktozy, glukozy, sorbitolu czy fruktozy, które wykryć możemy poprzez testy oddechowe.

Ułomność dostępnych metod sprawia, że pacjenci przestają wierzyć klasycznej medycynie i za wszelką cenę próbują zidentyfikować substancje/produkty wywołujące problemy, chcąc niejako udowodnić istnienie podłoża alergicznego nadwrażliwości i poszukując “bardziej precyzyjnych metod”. W odpowiedzi na oczekiwania, bądź z chęci zysku na osobach w potrzebie, skonstruowano testy na nietolerancje pokarmowe w klasie IgG. 

Popularność niepodparta dowodami

“Testy” te są coraz bardziej dostępne i szeroko propagowane przez dystrybuujące je firmy oraz związanych z nimi influencerów czy “specjalistów medycyny zdrowia” lub “holistycznych trenerów żywienia” jako bardzo wiarygodna metoda diagnostyczna. Wyniki faktycznie zdają się wyglądać bardzo spektakularnie, przekonująco i wywołują wrażenie dla osobach niezwiązanych z medycyną. Kolorowe wykresy, tabelki i oznaczenia przeciwciał dla nawet 300 pokarmów wydają się być kompleksową odpowiedzią na dolegliwości trawienne. Ich interpretacja również zdaje się relatywnie prosta. Można w łatwy sposób sformułować zalecenia i na ich podstawie skomponować dietę eliminacyjną. Często jest ona tak jałowa, że konieczne jest wprowadzenie zestawu suplementów, które kupisz taniej z kodem “SCAM20” swojego ulubionego fit-guru. I chociaż początkowo zdaje się, że to działa (skoro zostało kilka produktów na krzyż to ciężko się temu dziwić, poza tym rola placebo w tym wypadku zdaje się być nieoceniona), to z czasem problemy nie tyle co nawracają a ulegają nasileniu. 

Indeksowana literatura medyczna nie bierze jeńców. W popularnych wyszukiwarkach baz medycznych typu PubMed na próżno jest szukać rzetelnych dowodów na wiarygodność testów IgG. Wręcz przeciwnie – okazuje się, że, mnożą się wątpliwości, jeśli chodzi o sens oznaczeń tego typu. I to już od lat 70. XX wieku. Wykazuje się, że stężenie IgG (przeciwnie do przeciwciał klasy IgE) nie koreluje w żaden sposób ani z obecnością, ani z nasileniem objawów klinicznych w odpowiedzi na spożyte pokarmy. Ponadto, oznaczenie przeciwciał nie pozwala na rozróżnienie osób z tolerancję i z nietolerancją, poświadczoną innymi metodami (często wykrywane są również u osób zdrowych). Niemiarodajne są również bardziej specyficzne przeciwciała (np. podklasa IgG4) czy stosunek IgG/IgE.

To jednak nie koniec…

Żeby tego było mało, u większości osób sIgG powstają dla zwyczajowo spożywanych pokarmów. Jest to całkowicie normalna i fizjologiczna reakcja, nie mająca związku z nadwrażliwością. Nie obserwuje się także, by towarzyszyło jej zwiększone uwalnianie histaminy. Obecność IgG świadczy więc tylko i wyłącznie o tym, że organizm miał styczność z danym antygenem pokarmowym. Można wobec tego wysnuć nawet wniosek, iż jest to wskaźnik tolerancji na dany produkt. Ponadto, sugeruje się, że obecność IgG jest wręcz ochronna i zapobiega rozwojom IgE-zależnej alergii na pokarmy! Nieprzychylność wobec testów IgG wyrażają towarzystwa i organizacje alergologiczne z całego świata, w tym: European Academy of Allergy and Clinical Immunology, American Academy of Allergy, Asthma and Immunology (AAAAI), American Academy of Allergy, Asthma and Immunology & American College of Allergy Asthma and Immunology, Allergy Society of South Africa, National Institute for Health and Care Excellence (NICE)  czy Australasian Society of Clinical Immunology and Allergy.

Jedynymi przeciwciałami w klasie IgG, które mają wartość diagnostyczną są przeciwciała IgG dla gliadyny. Mogą one być wykorzystywane do monitorowania przestrzegania diety bezglutenowej u osób z celiakią, potwierdzoną poprzez badania histopatologiczne. 

Nieuzasadnione wprowadzenie eliminacji na bazie wyników testów IgG, szczególnie jeśli wdrożone są samodzielnie i bez wystarczającej wiedzy żywieniowej, stwarzają duże ryzyko niedoborów żywieniowych. Mogą one prowadzić do poważnych komplikacji zdrowotnych, zależnie od rodzaju niedoboru.

Pseudobadania #2 – biorezonans

Opisy metody jaką jest biorezonans nie są jasne. Według osób go promujących, komórki w organizmie mają posiadać swoją naturalną, specyficzną częstotliwość biorezonansową, która ulega zmianie na skutek choroby bądź zaburzenia. Nie wiem jak Tobie, ale u mnie już na poziomie opisu zapala się czerwona lampka. Niestety, wielu osobom jednak się nie zapala i chętnie korzystają z tej pseudometody. Nie pomaga temu fakt, że jej nazwa zbliżona jest do wykorzystywanego w medycynie badania rezonansem magnetycznym.

Sposób interpretacji zaburzonych częstotliwości jest niestandaryzowany, niejasny i opiera się na niesprecyzowanych zasadach. Oczywiście, jego zwolennicy, jak w podobnych tego typu przypadkach, starają się wykorzystywać twierdzenia pseudonaukowe np. teorię biofotonową. Mówi ona, że każdy organizm otoczony jest polem siłowym, wytworzonym przez ultrasłabe komórkowe promieniowanie świetlne, w które można ingerować. Co ważne – teoria ta nigdy nie została udowodniona, ale brzmi mądrze i można ją marketingowo opakować. 

Remedium na wszystko

Biorezonans jest reklamowany jako metoda diagnostyczna i lecznicza niemalże na wszystko. A jak coś jest do wszystkiego, to prawdopodobnie jest do d… i w badaniach skuteczność biorezonansu porównywalna jest do skuteczności placebo. Czyli części osób, które w niego ślepo wierzą, pewnie pomoże.

 W obliczu braku dowodów Naczelna Izba Lekarska 25.08.2023 r. ogłosiła swoje stanowisko dot. biorezonansu, które brzmi:  „Biorezonans to pseudonaukowa i niekonwencjonalna metoda diagnostyczna, niezgodna z zasadami medycyny opartej na faktach i dowodach naukowych (evidence – based medicine). Żadne z rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych nie potwierdziło dotychczas skuteczności biorezonansu w jakimkolwiek zakresie, a szczególnie leczniczym. Ze względu na brak jakichkolwiek naukowych dowodów skuteczności biorezonansu Rada Medyczna NIL przestrzega przed jego stosowaniem. Stosowanie tej metody jest niezgodne z etycznym i prawnym nakazem wykonywania zawodu lekarza zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej.” 

W Internecie można natknąć się jednak na pojedyncze prace, twierdzące, że biorezonans jednak działa. Jednak nie są to prace wiarygodne czy przeprowadzone zgodnie z metodologią i dokładnością, wymaganą w świecie nauki. Wobec tego ich wartość naukowa jest mierna.

Pseudobadania #3 – badanie mikrobioty jelitowej

Jedyne badanie w dzisiejszym zestawieniu, które na teraz nie jest warte wykonania, jednak nie ma pewności, że za kilka/kilkanaście lat nadal nie będzie miało wartości. Badania mikrobioty jelitowej są bardzo popularne wśród osób z zaburzeniami trawiennymi. Są proste, dostaje się kolorowy wydruk z zawartością różnych bakterii a niektóre placówki oferują indywidualnie dopasowane wyniki, adekwatne do uzyskanych danych. W teorii brzmi to pięknie i niezwykle logicznie, jednak rzeczywistość jest zgoła odmienna.

Kluczowym problemem w badaniach mikrobioty jest to, że tak naprawdę jesteśmy na początku drogi, jaką jest zgłębianie świata mikrobów. Na ten moment wiemy zbyt mało, by móc wystandaryzować jakiekolwiek mierniki – nie wiemy wobec tego jaki stan uznać za dysbiozę a jaki za zdrową mikrobiotę. Uzyskane wyniki są różnie interpretowane, zależnie od placówki. Brak więc standaryzacji metod. Poza tym, skład ludzkiej mikrobioty jest bardzo zmienny i różni się u różnych ludzi, niczym odcisk palca. Coś co w jednym przypadku jest normą, w innym można uznać za patologię. I odwrotnie. Nie wiadomo, co jest “idealnym” składem mikrobioty (chociaż czy w ogóle możliwe będzie określenie czegoś takiego?). 

Wiemy, że nic nie wiemy

Naukowcy wciąż badają, jakie proporcje bakterii są optymalne dla zdrowia, więc uzyskanie wyniku wskazującego na „dysbiozę” nie oznacza automatycznie choroby. Ocena kliniczna nie ma więc najmniejszego sensu w obliczu faktu, że nie wiadomo co to zdrowa a co dysbiotyczna mikrobiota. Badanie mikrobioty jest też jedynie zdjęciem danej chwili. Środowisko to jest bardzo dynamiczne, zmienia się pod wpływem diety, stylu życia czy nawet pory dnia, co utrudnia jednoznaczną interpretację wyników. Żeby tego było mało testy mikrobioty nie są ukierunkowane na wszystkie bakterie. Dla dodania pikanterii całemu tematowi warto wspomnieć, że niektóre z firm same zaznaczają, że oferowane przez nie testy nie mają wartości diagnostycznej. Szkoda tylko, że nie komunikują tego w swoich materiałach marketingowych.

Stwierdzenie dysbiozy w tymże badaniu wiąże się z uzyskaniem “indywidualnie” dopasowanych zaleceń i rzecz jasna – suplementów diety, które sprzedawane są przez 45% firm, mających te testy w swojej ofercie. Cóż za piękna koincydencja…  

Pseudobadania #4 –  test żywej kropli krwi

“Badanie” to opiera się na pobraniu kropli krwi z palca pacjenta i przebadaniu jej pod mikroskopem (bez jakiegokolwiek antykoagulantu czy barwienia na szkiełku podstawowym, co w praktyce oznacza, że możliwe jest badanie jedynie elementów morfotycznych) w tzw. jasnym i ciemnym polu widzenia. Z reguły proceder odbywa się w obecności pacjenta, który może podziwiać zręczność i rozległą wiedzę “specjalisty”, oglądając równocześnie obraz na podłączonym monitorze. I chociaż realnie nie widać nic poza krwinkami, ich agregatami (które powstają jako efekt całkowicie fizjologicznego procesu krzepnięcia krwi) czy drobnymi zanieczyszczeniami szkiełka, to niczego nie świadomy pacjent otrzyma opis obfitujący w różne problemy zdrowotne, jakie rzekomo mają mu doskwierać. 

Począwszy od zakwaszenia organizmu, które jest niejako “standardem” w tego typu “badaniach” przez pasożyty, drożdżaki czy inne drobnoustroje po zaburzenia metaboliczne. Te wyniki poświadczane są pacjentowi poprzez obraz – co z tego, że nie mający jakiegokolwiek odzwierciedlenia w rzeczywistości. Zaskakujący jest subiektywizm całego odczytu – jeden “specjalista” zidentyfikuje skrzeplinę jako boreliozę, inny jako złogi cholesterolu a jeszcze inny jako kandydozę. I bądź tu człowieku mądry, skoro nawet rabini są w tej kwestii niezjednani.

Na tym nie kończy się cała usługa. Oczywiście jej zwieńczeniem będą “indywidualnie” dobrane zalecenia i preparaty – najczęściej homeopatyczne czy różnego typu zioła.

Przemyślenia końcowe – gdzie leży problem?

Nie sposób nie odczuwać empatii wobec osób, zmagających się z przewlekłymi dolegliwościami, które próbują znaleźć odpowiedź na swoje problemy. Szczególnie, gdy objawy obniżają jakość życia i pacjenci nierzadko odbijają się od drzwi kolejnych lekarzy-specjalistów bez jednoznacznej diagnozy i z poczuciem, że nikt nie traktuje ich problemu poważnie. Nie dziwi więc poszukiwanie alternatywnych rozwiązań. 

Odpowiedzią na nie stają się właśnie Ci pseudospecjaliści, którzy oferują, zdaje się, proste rozwiązania na skomplikowane problemy.  Ich przekaz jest zawsze ten sam: „Tradycyjna medycyna cię zawiodła, ale my wiemy, co ci dolega”. Nie obiecują wieloletnich poszukiwań, kolejnych badań i zmian w stylu życia. Zdają się dawać diagnozę tu i teraz a wraz z nią gotowy plan działania, zazwyczaj oparty na restrykcyjnej diecie, eliminacjach i, rzecz jasna, suplementach, sygnowanych ich nazwiskiem. Wykorzystują tym samym ludzki lęk i desperację,  podsuwając rozwiązania, które wydają się logiczne i przekonujące. Używają mądrych terminów, kolorowych wykresów i obietnic “holistycznego” podejścia, by przekonać, że to co oferują jest najprawdziwszą prawdą. Tylko że to nie nauka – to biznes oparty na manipulacji i żerowaniu na czyjejś bezsilności. Każdy chce usłyszeć konkretną diagnozę i otrzymać jasne zalecenia. Problem w tym, że to nie działa.

Przytoczone metody nie tylko nie pomagają a wręcz szkodzą. W najlepszym przypadku doprowadzą do niepotrzebnej eliminacji pokarmów i wydania tysięcy złotych na suplementy. W najgorszym – mogą doprowadzić do poważnych niedoborów, problemów metabolicznych i jeszcze większego pogorszenia zdrowia. Wydane tysiące złotych nie przybliżają więc do rozwiązania problemu, a jedynie zasilają kieszenie tych, którzy nauczyli się sprzedawać nadzieję w ładnym opakowaniu. 

Podsumowanie

Jeszcze raz podkreślę – nie chodzi o to, by obwiniać pacjentów. Doskonale rozumiem, jak frustrujące może być życie z objawami, na które nikt nie potrafi znaleźć odpowiedzi. Ale prawda jest taka, że nawet w medycynie nie zawsze mamy gotowe rozwiązania. Nie wszystko da się wyjaśnić jedną listą pokarmów „zakazanych” czy magicznym odczytem „zaburzonych częstotliwości”. Czasem potrzeba cierpliwości, czasem zmiany podejścia, a czasem zwykłego uznania, że organizm jest skomplikowany i nie zawsze od razu znajdziemy idealne wyjaśnienie. Nie ma więc dróg na skróty – zwłaszcza jeśli zamiast rzetelnej wiedzy dostajemy pseudonaukowe bajki.

Warto szukać pomocy – ale warto też wiedzieć, gdzie jej nie szukać. I trzeba piętnować tych, którzy robią biznes na czyjejś chorobie, wykorzystując ludzką bezradność i oferując złudzenia. Bo zdrowie to nie miejsce na pseudonaukowe eksperymenty. W medycynie nie zawsze mamy wszystkie odpowiedzi, ale jedno jest pewne – żadna z nich nie znajdzie się w testach IgG, biorezonansie czy „analizie żywej kropli krwi”.

Potrzebujesz pomocy dietetyka? Zobacz jak mogę Ci pomóc -> *klik*

Bibliografia:

  1. Stapel SO, Asero R, Ballmer-Weber BK, Knol EF, Strobel S, Vieths S, Kleine-Tebbe J; EAACI Task Force. Testing for IgG4 against foods is not recommended as a diagnostic tool: EAACI Task Force Report. Allergy. 2008 Jul;63(7):793-6. doi: 10.1111/j.1398-9995.2008.01705.x. Epub 2008 May 16. PMID: 18489614.
  2. Bock, S. Allan AAAAI support of the EAACI Position Paper on IgG4 Journal of Allergy and Clinical Immunology, Volume 125, Issue 6, 1410
  3. Allergy Society of South Africa. ALCAT and IgG allergy and intolerance tests. S Afr Med J. 2008 Mar;98(3):167. PMID: 18350212.
  4. https://www.nice.org.uk/guidance/CG116
  5. Katelaris CH, Yan KY, Weiner JM, Heddle RJ, Stuckey MS. Unorthodox methods of diagnosis and treatment of allergic diseases. Med J Aust. 1990 Jan 15;152(2):107-8. doi: 10.5694/j.1326-5377.1990.tb124499.x. PMID: 2296223.
  6. Modrzyński , M., & Modrzyńska , K. (2013). Wartość diagnostyczna oznaczeń specyficznych IgG w alergii i nietolerancji pokarmowej. Alergoprofil, 9(1), 11-15
  7. Stanowisko Rady Ekspertów Naczelnej Izby Lekarskiej dot. biorezonansu
  8. Hoffmann DE, von Rosenvinge EC, Roghmann MC, Palumbo FB, McDonald D, Ravel J. The DTC microbiome testing industry needs more regulation. Science. 2024 Mar 15;383(6688):1176-1179. doi: 10.1126/science.adk4271. Epub 2024 Mar 14. PMID: 38484067.
  9.  Lubecki. K. 2018: Badanie żywej kropli krwi i inne czary – refleksje lekarza – rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Medyczna Wokanda, nr 10: 63-69

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *


DIETOLOGICZNIE, DLA ZDROWYCH JELIT I SPOKOJNEJ GŁOWY





DIETOLOGICZNIE, DLA ZDROWYCH JELIT I SPOKOJNEJ GŁOWY







Copyright by DIETOLOGICZNA® 2025. Wszystkie prawa zastrzeżone.